Konkurs literacki - głosowanie

  2011-11-03         0  

Poniżej znajdują się opowiadania biorące udział w pierwszym literackim konkursie mniamowym :) Szczegóły konkursu znajdują się w tym miejscu.

Autorzy mieli za zadanie dopisać ciąg dalszy (nie więcej niż 20 zdań) do tekstu:
"Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom..."

Przeczytaj je dokładnie i zagłosuj na najlepsze Twoim zdaniem.

Lilka1970

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom... Szarlotka wyglądem nie przypominała niczego co wcześniej włożyła do piekarnika z nadzieją że uda jej się zachwycić andrzejkowych gości a dodatek drzwi od piekarnika to jedyna rzecz w jej domu która nie powinna otworzyć się sama choć faktem jest, że w domu brakował męskiej ręki i to i owo trzymało się na słowo honoru jednak nie było absolutnie powodu żeby akurat drzwiczki od piekarnika z łomotem opadły odsłaniając czeluść wypełnioną paćkowatą breją o zniewalającym zapachu cynamonu, imbiru i z trudem zdobytego aromatu maślanego.
Zastanawiała się nad klęską cukierniczą zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego że stało się coś bardziej niesamowitego niż nieudane ciasto.
Tymczasem piekarnik sam o sobie przypomniał po raz drugi tej nocy tym razem wydając z siebie dźwięk przewidziany przez producenta w momencie zakończenia pieczenia i donośne prawie bezczelne ding-dong wyrwało Annę z zamyślenia nad tym co można szybko i prawie z niczego jeszcze dziś przygotować dla jutrzejszych gości.
Zaraz, pomyślała co tu właściwie się dzieje z tym piekarnikiem i dlaczego rąbnęła ta klapa mało szyba nie wyskoczyła?
Do kuchni wkroczyła na wpół śpiąca Martusia, kuzynka z którą Anna mieszkała od jakiegoś już czasu gdy ze swojego życia na jakiś czas obie wykreśliły gatunek męski po kolejnych sercowych turbulencjach.
Czego się tu tłuczesz po tej kuchni jak święty Marek po piekle, że spać nie można daj ciasta kawałek bo inaczej nie usnę – powiedziała Martusia zaspanym głosem.
Żadnego ciasta nie dostaniesz – zobacz zakalec taki wielki że można nim okna uszczelniać w całej dzielnicy a jak się ktoś uprze to można podłogę pod kafelki tym wyrównywać.
Nie mam pojęcia jak to zrobiłam ale na dodatek piekarnik sam się otworzył a wiesz, że piekarniki same się nie otwierają tak z siebie i na pewno coś się znowu zepsuło a ja już nie mam siły i nerwów do kolejnych fachowców.
Martusia otworzyła i zamknęła kilka razy drzwiczki i niczego zepsutego w nich nie znalazła na pozór wszystko było jak należy.
Andzia, jest środek nocy więc daj sobie spokój i wywal tą ektoplazmę do śmieci albo wystaw licytacji w internecie a gościom zrób Lemingtona do jutra dojdzie a wieczorem będzie pyszny bo chce mi się trochę spać a jak Ty będziesz tu walić garami to za diabła nie usnę.
Lemington będzie dobrym pomysłem i chyba to jedyne na co jeszcze mam składniki powiedziała Anna– pomóż mi ja wezmę blachę a ty otwieraj drzwi na podwórko żebym się przypadkiem z tym tutaj nie wywaliła bo mnie strzeli zaraza jak jeszcze podłogę będę musiała szorować.
Gdy obie odwróciły się plecami do kuchni kierując się w stronę drzwi od podwórza dało się słyszeć łomot opadających drzwiczek piekarnika i donośnie trzaśnięcie drzwi od lodówki.
Obie zastygły w bezruchu Anna z blachą nieudanego ciasta i Martusia z klamką w dłoni.
Słyszałaś? No pewnie że słyszałam nie jestem głucha i nie mam pojęcia co to było albo inaczej wiem co to mogło być ale we łbie mi się nie mieści - odpowiedziała Martusia. Obstawiam, że to raczej nie duchy bo jest po drugiej w nocy a duchy podobno urzędują o dwunastej.
Andzia duchy to nie facet z gazowni mogą przychodzić kiedy chcą a nic innego nie przychodzi mi na myśl bo lodówka jest nowsza od piekarnika i nie może sama sobą trzasnąć więc wracajmy do kuchni bo przecież z własnego domu w piżamie nie będę uciekać.
Duchy rodzinne były u Anny powszechne choć nie tak częste jak drożdżówka w niedzielę i to już od bardzo dawna gdyż dom w którym mieszkała od ponad stu lat należał do jej rodziny i prawie zawsze zamieszkiwały go kobiety wcześniej czy później samotne, świetnie za zwyczaj gotujące i kochające koty.
Jak myślisz Martusia kto tym razem przylazł do nas, zapytała Anna bo ja stawiam na ciotkę Helenę to najbliżej jej urodzin i dam sobie nogi ogolić muszlami, że ten zakalec i trzaskanie drzwiami to jej robota, nigdy nie umiała porządnego ciasta upiec za to mięso przyrządzała genialne a w ten sposób jedynie mogła nam o sobie przypomnieć.
Sprawdzę w kalendarzu to chyba jutro wypadają jej urodziny, kto dzisiaj Marciaszku pamięta ciotkę co zmarła dwadzieścia lat temu? Dlatego jeśli sama o sobie nie przypomni to nikt z nas pędząc co dnia za głupotami już o nie bedzie pamiętać.
Wiesz co Martusia poszukaj na górze ten stary album ze zdjęciami a ja zrobię dobrej herbaty z mlekiem i kardamonem wypijemy, obejrzymy ciotkę Helenkę na zdjęciach niech posiedzi z tu nami chociaż chwilę w ciepłej kuchni a Lemingtonem dla gości zajmiemy się jutro z rana jeśli nie mylę się co do ciotki to powinien wyjść wyjątkowo smaczny.



pychotka21 - tekst nr 1

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom – ze środka wyskoczył… SZARLOTKOWY POTWÓR, trzymający w rękach pokrywki od jej nowiusieńkich garnków, który, trzaskając nimi niemiłosiernie i mrużąc groźnie oczy, zaczął się do niej zbliżać.
– Yyy – gwałtownie wciągnęła powietrze, budząc się nagle.
Była zlana potem, a w głowie miała zamęt.
– Niech szlag trafi moją wybujałą wyobraźnię! – wściekła się na siebie.
W domu było cicho i ciemno, a w powietrzu unosił się aromatyczny zapach jabłek i cynamonu. Nic dziwnego, w końcu wieczorem faktycznie piekła szarlotkę dla gości. Nagle na dole, chyba w salonie, zatrzeszczała podłoga… coś stuknęło…
Annie zjeżyły się włoski na karku. Złodziej – przemknęło jej w myślach. Nie zastanawiając się ani chwili, złapała gitarę stojącą obok łóżka i, jak potrafiła najciszej, zaczęła się skradać w kierunku schodów, prowadzących na parter, skąd wcześniej doszły ją hałasy. Była już na parterze, gdy z salonu dobiegło do niej niewyraźne szurnięcie. Ktoś najwyraźniej tam był.
Z trudem przełykając ślinę zakradła się do samych drzwi, uniosła w górę gitarę, jak rycerski oręż i z bojowym okrzykiem wpadła do salonu.
- Ręce do góry, bo zabiję!
W tej samej chwili salon wypełniło jasne światło, oślepiając ją na krótką chwilę, a powietrze wypełnił radosny okrzyk wielu głosów:
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Anna stała osłupiała, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, i z oniemiałą miną wpatrywała się w kilkanaście osób stojących za olbrzymim tortem oraz zawieszony pod sufitem transparent: „2 kwietnia, godz. 1.30 – to chwila w której narodziło się nasze Szczęście.”
Odruchowo zerknęła na zegar na kominku – była dokładnie pierwsza trzydzieści, jej urodziny. Łzy wzruszenia napłynęły jej do oczu.



oliweczka

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom – ze środka wyskoczył… MniamMniam - w dodatku caly umorusany ciastem.
- O zesz, a co ty tu robisz?- z wrazenia Anna az usiadla na taborecie.
MniamMniam otrzepal resztki cynamonu z czerwonego wdzianka i z gracja zeskoczyl na posadzke.
-Witaj, moja droga. Tak rzadko do mnie zagladasz, ze ja musialem wpasc do ciebie. I IMHO- slusznie postapilem. Gdybys czasem do nas wpadla, wiedzialabys, jak sie piecze kruche ciasto.
-No wiesz, ja tu ciezko haruje, a ty nie dosc, ze mnie na smierc wystraszyles, to jeszcze mnie pouczasz! - Anna odzyskala pewnosc siebie.
MniamMniam zmarszczyl perkaty nosek:
-Nawet nie zauwazylas,jaki sie elegancki ostatnio zrobilem, a kiedys bylismy przyjaciolmi!
Anna parsknela smiechem.
-Dobrze juz, dobrze, tylko sie nie dasaj. To co jest nie tak z ta szarlotka? Jutro zanosze ja Mlodemu do przedszkola na bal Halloween'owy.
-Do przedszkola, powiadasz? Niech no pomysle -mielismy chyba kiedys taki watek i podobno lepiej dzieciakom muffinki upiec. A tak OT, to blacha ci zardzewiala, a my teraz mamy promocje...



ancona

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom...
W piekarniku nie było ciasta!
Przetarła oczy z niedowierzaniem i zajrzała do środka jeszcze raz - "Co do jasnej Anielki ?!? "
Obejrzała się na prawo i lewo, i z szybkością błyskawicy przemierzyła wzrokiem całą kuchnię w poszukiwaniu zaginionej tortownicy.
Ale jej nie znalazła.
Usiadła na stołku i zaczęła myśleć.
"No przecież nie zwariowałam" - wstała i podeszła do zlewozmywaka, a tam brudne miski po przygotowywaniu ciasta, szpatułka, obierak do jabłek ... podleciała do kosza na śmieci - "Obierki też są, więc GDZIE JEST MOJA SZARLOTKA?!? - krzyknęła i przebiegła się po wszystkich pokojach, jakby szukała kogoś, kto mógłby ją jej schować.
"Misiek, gdzie jesteś? Halooo! Wiem, że już wróciłeś, no dalej, wychodź!".
Ale odpowiedziała jej tylko głucha cisza.
Wróciła na stołek do kuchni i w myślach odtworzyła całe zdarzenie.
"Obierałam jabłka, potem wyjęłam wszystkie produkty, na końcu proszek do pieczenia' - w powietrzu zrobiła ruch ręką jakby chciała zamknąć szufladę. - 'wyjęłam mikser, nastawiłam piekarnik, wyrobiłam ciasto i nalałam do tortownicy ... i wtedy zadzwoniła Kryśka (ta to zawsze ma wyczucie czasu).. w trakcie dodałam jabłka' - nad blatem zrobiła ruch ręką, jakby coś układała - 'Kryśka nadawała coś o swoim buraku szefie i zaczęłam sprzątać. Gary do mycia, mąka, cukier na półkę, jajka, margaryna do .... o kurczeee!!!! - podniosła się jak oparzona z krzesła i wyrwała do lodówki.
Oczywiście ciasto spokojnie leżakowało w lodówce, nigdzie sobie nie poszło i nikt go nie zabrał. Skąd więc ten zapach cynamonu z piekarnika? Po chwili przypomniało się jej, że dwa dni temu przygotowywała jabłkowe crumble i część sosu jabłkowego wylała się na dno piekarnika - którego z lenistwa nie chciało się jej umyć.
Ale jakim cudem drzwiczki się same otworzyły?...



pychotka21 - tekst nr 2

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom – ze środka buchnął gryzący dym.
- Niech to szlag! – zaklęła wściekła, doskakując do niego. – Niemożliwe, żeby się spaliło, przecież dopiero je wsadziłam – stwierdziła, patrząc z niedowierzaniem na wskazania termometru i czasu, jaki ciasto siedziało w piekarniku.
Kucnęła obok otwartego piekarnika i, rozganiając dym ręką, zajrzała do środka i… nagle w tortownicy głośno zabulgotało, a dym utworzył wir, który rósł… i rósł… aż był tak wysoki, jak Anna.
- Jezu, co to?! – krzyknęła przerażona. Chciała odskoczyć, ale pośliznęła się na kafelkach i gruchnęła jak długa.
Dymny wir krążył po kuchni, raz za razem szarpiąc Annę to za włosy, to za kuchenny fartuszek, podczas gdy z piekarnika zaczęła się powoli wysuwać kratka, na której stała tortownica.
Anna chciała krzyczeć, uciekać, ale była tak sparaliżowana strachem, że nie mogła ani wydobyć z siebie głosu, ani się ruszyć.
Nagle wir przestał tańczyć po całej kuchni i, nabierając prędkości, ruszył w kierunku kobiety, by mgnienie oka później porwać ją w swoje czeluści. Gdy tylko Anna znalazła się w jego środku, jej ciało zaczęło się kurczyć, a wraz z nim zmniejszała się dziwna trąba, by w końcu osiągnąć rozmiary nie większe niż dwadzieścia centymetrów. Zawirowała przez chwilę nad bulgocącą szarlotką i… wniknęła w nią, pogrążając Annę w warstwie prażonych jabłek. Kratka z tortownicą wsunęła się do piekarnika, drzwiczki zatrzasnęły i piekarnik podjął przerwaną pracę.
Kiedy córka Anny wróciła do domu, zapach jabłek i cynamonu oraz dzwonienie piekarnika zwabiły ją do kuchni. Wołała po drodze mamę, ale nikt jej nie odpowiedział, więc otworzyła piekarnik i wyciągnęła szarlotkę - pachniała tak obłędnie, że nie potrafiła się jej oprzeć, musiała skosztować ciasta, chociaż malutki kawałek, więc, nadal trzymając w jednej ręce tortownicę, sięgnęła po nóż i…
- Nie!!!! – wrzasnęło ciasto.
Dziewczyna przeraziła się i upuściła szarlotkę, która z impetem spadła na posadzkę, rozwalając się na kawałki. Spomiędzy nich wstał szarlotkowy ludzik, kojarzący się jej tylko z jedną osobą.
- Mama???



Jotka

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom - wiszący naprzeciw kuchenki duży nóż szefa kuchni, jakby tylko czekał na otwarcie drzwiczek; błyskawicznie, ze świstem przeciął powietrze nad głową Anny, wylądował na blaszce z szarlotką i zaczął ją gwałtownie siekać.
W ślad za nim podążyły, goniąc go, cztery pozostałe noże wiszące na listwie magnetycznej, po czym przepychając się i metalicznie podźwiękując włączyły się w siekanie szarlotki, z której już po chwili została bezkształtna, rozciapana masa.
Nie był to jednak koniec niezwykłych zdarzeń w kuchni; Anna wręcz nie wiedziała, w którą stronę obrócić głowę i na co patrzeć, tyle hałasu i ruchu narobiły kuchenne sprzęty i urządzenia.
Na drzwiczkach od szafek huśtały się chochle i durszlaki, z upodobaniem trącając się nawzajem, z szuflady wyskoczyły widelce i na blacie stołu urządziły sobie konkurs żłobienia szlaczków, a po podłodze turlały się wałki i biły na alarm pokrywki.
Płyta grzejna rozświetlała się i gasła, pulsując w rytm jakiejś tam, jej tylko wiadomej melodii, a ekskluzywny robot w pistacjowym kolorze kłapał zawzięcie głowicą w górę i w dół.
- Kiciu! - zawołała Anna - i ty przeciwko mnie? ty, najbardziej lubiana i hołubiona ze wszystkich sprzętów????
Ale Kicia dalej tylko kłapała korpusem.
Anna nie mogła już znieść coraz głośniejszego hałasu; w panice uciekła z kuchni, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Co to w ogóle jest? co się dzieje? - myślała spłoszona - zajrzę do internetu, może tam coś się dowiem, ktoś mi coś doradzi.....
Kiedy jednak sięgnęła po myszkę, ta ugryzła ją w palec.
- Auuuuuu!!!!! tego już za wiele! - rozzłościła się.
Wtem rozjaśnił się ekran jej dużego, panoramicznego telewizora; kamera pokazywała właśnie zbliżenie twarzy bardzo ważnej osoby o przerażonych, dzikich oczach.
Pokój wypełnił rozpaczliwy głos dziennikarza, w ręku którego wyraźnie drżał trzymany mikrofon:
- A jak ocenia pan zaistniałą sytuację, czy bunt urządzeń ma charakter tylko przejściowy, i czy jeśli spełnimy ich postulaty (na ekranie pojawiła się lista żądań), to czy one wrócą do swojej cichej służby nam?????
Przestraszony człowieczek na próżno jednak czekał na odpowiedź.
Oczy bardzo ważnej osoby robiły się coraz większe, coraz bardziej błędne i bardziej dzikie.
Właśnie zaczynała się nowa era.
Nazwana później erą tępego noża.



Jotka - tekst nr 2

Zapadał wieczór. W domu poza Anną nie było nikogo innego. Anna krzątała się w kuchni już kilkadziesiąt minut. Z piekarnika dochodził smakowity zapach szarlotki. Nagle piekarnik sam się otworzył i - Anna nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Że piekarnik sam się otworzył, to jeszcze nic takiego, mogło się zdarzyć, w końcu swoje lata już ma.
Że ekran laptopa, stojącego na kuchennym stole rozjarzył się i pokazał się na nim, ni stąd, ni zowąd kadr z filmu „Vicky, Cristina, Barcelona” i w oczy Anny zajrzały wypukłe oczy Woody`ego w wielkich, okrągłych okularkach, to też można by jakoś wytłumaczyć.
Ale następne wydarzenia już nie mieściły się w wyobraźni Anny.
Bo oto nagle z ekranu wysunęły się trzy pary rąk, niecierpliwie sięgając po stojącą w piekarniku pięknie wypieczoną, apetycznie zarumienioną szarlotkę.
- Daj no, mała, jakieś talerzyki i łyżeczki – powiedział Woody Allen, który w rzeczywistości, jak to skonstatowała Anna, był bardziej łysawy i pomarszczony, niż myślała.
- I zrób herbatki – rzuciła Scarlett Johansson.
- Z rumem, koniecznie z rumem – dodał Allen.
Zszokowana Anna, przyglądając się Scarlett, nie mogła jednak powstrzymać się od uwagi:
- Czy ty nie powinnaś się aby odchudzać? coś dużo masz tego ciała tu i ówdzie.
- Mała – groźnie warknęła Scarlett – ty patrz na siebie, ta szarlotka nie poprawiłaby twojej sylwetki!
- Dobra szarlotka nie jest zła, he, he – zaśmiała się Vicky – miałam dobrego nosa, wybierając twój dom, mała.
- A właściwie, jeśli mogę zapytać – Anna zdobyła się na odwagę – jak się tu dostaliście i co to wszystko ma znaczyć?
- Mała, no nie kompromituj się, „Purpurowej róży z Kairu” nie oglądałaś?!



Głosowanie zostało zakończone. Oto wyniki:

Serdecznie gratulujemy pychotce21!

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.