Tutaj liczy się dobry smak, pyszny humor i szeroki uśmiech. Gotujemy smakowicie, uczymy sie nowych smaków i aromatów, rozmawiamy. Życzliwość i dobre słowo są tu najważniejsze.
Taki orzech kokosowy jest pełen niespodzianek. Najpierw okazuje się, że wcale nie jest orzechem, a zaraz potem, że to co w nim chlupocze to wcale nie jest mleko kokosowe.
No to po kolei.
W ciepłych i wilgotnych krajach Ameryki, Azji i Afryki rosną palmy kokosowe. Wysoko na ich szczycie, pośród pióropusza palmowych liści, przez cały rok wykształcają się żółte lub pomarańczowe owoce. Te owoce to pestkowce, tak jak choćby nasza śliwka.
Owoce dojrzewają, a wraz z nimi pestka - największa pestka na świecie, znana nam pod nazwą "orzech kokosowy".
Pestkę kokosa okrywa twarda skorupa, a pod nią znajdują się dwa rodzaje bielma - pożywki dla zaczątka nowej rośliny - stałe i płynne.
Ten chlupoczący wewnątrz orzecha sok to bielmo płynne. Jest bardzo odżywczym i orzeźwiającym płynem, ale nie jest tym mlekiem kokosowym, którego dziś szukamy.
Bielmo stałe, białą, ok. dwucentymetrową warstwę przylegającą do skorupy, przerabia się na masło kokosowe, kokosowy olej, a po wysuszeniu na wiórki.
Świeże bielmo ma jeszcze jedno zastosowanie: po rozdrobnieniu, zmiksowaniu z wodą i wyciśnięciu otrzymuje się mleko kokosowe - i to jest właśnie nasz dzisiejszy bohater.
Mleko kokosowe jest śnieżnobiałe i gęste i tłuste, ma bogaty, kokosowy zapach i jest delikatnie słodkie.
W krajach swego pochodzenia pełni rolę zabielacza, tak jak u nas śmietana, a oprócz tego nadaje potrawom egzotycznego kokosowego smaku.
Jest chyba jedną z najbardziej znanych ingrediencji kuchni tajskiej, spotkamy ją tam wszędzie: w deserach, zupach, sosach, potrawach typu curry i stir-fry.
Mleko kokosowe można kupić gotowe, puszkowane, ale można też odważyć się i przygotować je samemu.
Aby to zrobić trzeba najpierw dostać się do środka orzecha.
W tym celu ostrym narzędziem nakłuwam orzech w miejscu trzech otworów i odlewam sok ze środka.
Orzech owijam ściereczką i mocno go trzymając (może się przydać druga osoba) rozbijam uderzeniem młotka.
Teraz wyskrobuję biąłą wewnętrzną część i ścieram na tarce lub po prostu rozdrabniam w malakserze.
Wiórki przekładam do rondla, wlewam ok. pół szklanki wody i zagotowuję. Rondel zestawiam z ognia, przykrywam i odstawiam na ok. 20 minut.
Przestudzoną masę przecieram tłuczkiem przez sitko. Powinienem otrzymać ok. pół szklanki gęstego mleka kokosowego.
Aby otrzymać rzadsze mleko po prostu biorę trochę więcej wody. Zamiast niej można też użyć mleka.
To co zostanie na sitku ponownie zagotowuję z wodą i jeszcze raz przecieram - powstanie "chudsze" i rzadsze mleko kokosowe.
A wykorzystuję je w najrozmaitszy sposób: duszę w nim mięso i warzywa, nie tylko na sposób tajski.
Zabielam nim sosy i zupy. Polewam desery.
Dodaję do kawy, drinków i koktajli. Polewam muesli na śniadanie i sałatkę na kolację.
Jeśli mogę to podam troszkę łatwiejszy sposób na dostanie się do wnętrza kokosa:) jedno z oczek jest miękkie, trzeba tylko wybadać które, zrobić w nim dziurkę np. korkociągiem , wylać wodę, która jest w środku (można ją później wykorzystać robiąc mleko) a orzech włożyć na 3 - 4 min do rozgrzanego do ok.180 stopni piekarnika i skorupa sama pęknie:)
Sprawdziłam - to działa:) wcześniej też walczyłam z młotkiem:))
Moja droga kulinarna dopiero się zaczyna i takie artykuły to dla mnie źródło niesamowitej i ciekawej wiedzy :) Dziękuję. I już lecę do sklepu po kokosy! :)