Zyta Gilowska: Lubię gotować i lubię jeść to co ugotowałam. A jeszcze bardziej lubię, gdy domownicy i goście chwalą, to co pracowicie upichciłam.

Grzegorz, Mniammniam.pl   2003-08-29         3   like 1

Czy jedzenie dla Pani to przyjemność czy konieczność?
To zależy od okoliczności. Konieczność jest normą, a o przyjemność trzeba się postarać. Osobiście wolę przyjemność, ale ostatnio często jadam "na rozum", bo wiadomo, że bez jedzenia człowiek żyć nie może. Czy umie i czy lubi Pani gotować?
Oczywiście, że umiem, przecież od trzydziestu lat jestem gospodynią domową. Lubię gotować i lubię jeść to co ugotowałam. A jeszcze bardziej lubię, gdy domownicy i goście chwalą, to co pracowicie upichciłam.

Jakie potrawy, kuchnie Pani preferuje?
Najbardziej lubię te potrawy, które nauczyłam się gotować od mojej Mamy. To jest proste jedzenie. Szczególnie lubię zupy - pomidorową (koniecznie z koperkiem i ryżem), krupnik (koniecznie z posiekanym szczypiorkiem), barszcz we wszystkich postaciach, kapuśniak z kiszonej kapusty, jarzynową ze świeżą fasolką szparagową i świeżymi pomidorami.
Nie cierpię jeść tłusto - za wyjątkiem rosołu, który lubię, ale gotuję rzadko. Przez lata gotowałam rosół w dwóch garnkach - w jednym wołowina, w drugim drób. A teraz została tylko kura, bo wołowiny unikam.
Chętnie przyrządzam mięso, bo jest tutaj duże pole do popisu, a efekty prawie zawsze są dobre. Ale najbardziej lubię ryby we wszystkich możliwych postaciach - szczególnie ryby słodkowodne.
Nie lubię mięsa smażonego, zdecydowanie wolę mięso pieczone lub duszone. Jest smaczniejsze ale wymaga więcej czasu.
W ogóle dobra kuchnia jest pracochłonna - taki np. bigos musi się gotować długo, tego procesu skrócić się nie da, bo wyjdzie banalna i tłusta kapusta. Zresztą bigos też szykuję w dwóch garnkach - w jednym kiszona kapusta z rozmaitymi wędzonkami, a w drugim kapusta słodka z pieczeniami, grzybami, śliwkami suszonymi, itd. Podobnie jest z pieczeniem mięsa - trzeba tego nieustannie pilnować, podlewać, zmniejszać i zwiększać temperaturę... Jednym słowem - żeby efekt był dobry, gotowanie wymaga cierpliwości i czasu.

Czy i co jada Pani na śniadania?
Bułkę z masłem i z miodem, trochę białego sera. Popijam zawsze herbatą z cytryną. Większe śniadania jadam bardzo rzadko. Jeśli już to wybieram ryby w galarecie. Bardzo też lubię prawdziwą szynką - dzisiaj to rarytas (ostatnio jadłam taką w lutym br. w Zakopanem). Obecnych plastikowych wędlin unikam. Wolę własnej produkcji pasztety lub sery.

Jaka jest pani ulubiona potrawa?
Mam wiele potraw, które lubię. Chyba najbardziej lubię pstrąga z rusztu i pieczoną kaczkę z jabłkami.

Czy jest coś, czego by Pani "za nic w świecie" nie wzięła do ust?
W kuchni europejskiej nie ma takiej potrawy, chociaż nie lubię ślimaków lub naszych flaków. Poza kuchnią europejską jest takich dań bardzo dużo. Nie jadam potraw, o których nie wiem z czego i w jakich warunkach były przygotowane.

Czy przydarzyła się Pani jakaś przygoda kulinarna, której smak utkwił Pani w pamięci?
Parę razy smakowało mi coś niebywale i zapamiętałam te smaki na zawsze. To musi być zestaw - coś pysznego do zjedzenia i głodny człowiek. Wiadomo, że głód jest najlepszym kucharzem.
Co to było? Pieczony sandacz w Krynicy Morskiej, na który szarpnęliśmy się całą rodziną wygłodzeni wczasowym jedzeniem (w1979 roku). Pieczone półgęski serwowane na przyjęciu świątecznym przez moją siostrę (w 1989 roku). Kaczka duszona w winie na przyjęciu w Ratuszu w Rennes (w 1993 roku). Z nowszych doznań - żywności jest przecież w bród i raczej nie bywamy głodni - uduszone w maśle borowiki własnoręcznie zebrane w lesie na Mazurach lub ciepły, uwędzony przez Męża zaraz po złowieniu leszcz - naprawdę był smaczniejszy od węgorza. (gwoli prawdy muszę przyznać, że pozostali uczestnicy tej kolacji woleli węgorze).
Oczywiście, jak każdy człowiek mam też silne wspomnienia kulinarne z dzieciństwa. Wtedy smakowało mi wszystko, co podawała Mama.

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.