Znad morza na talerz

Magdalena Ziarnek   2004-06-09         2   like 2

Znad morza na talerz
Powszechnie znana i uprawiana roślina, której niemal wszystkie części są jadalne. Warzywo, przyprawa i lekarstwo, o trochę zaskakującym pochodzeniu. Co to takiego?

Skąd to się wzięło?
Mowa oczywiście o selerze zwyczajnym Apium graveolens. Jego przodkiem jest seler błotny, który rośnie na słonych i bagiennych nadmorskich glebach Europy, Azji i Afryki. Prace hodowlane pozwoliły na uzyskanie dwóch form - selera naciowego i selera korzeniowego. Ten drugi - prawdopodobnie późniejszy od naciowego - jest naszym dzisiejszym bohaterem.

Podziemna bulwa
Mimo, że rośnie pod ziemią, bulwa selera nie jest w całości korzeniem. Jej zasadniczą część stanowi dolny, zgrubiały odcinek pędu (tzw. hypokotyl). Poznamy go po tym, że nie wyrastają z niego korzenie boczne (o ile oczywiście będziemy mięli okazję zobaczyć "kompletnego" selera, a nie oskubaną i oczyszczoną selerową "kulkę" dostępną w sklepach). Tylko najniższa część bulwy to korzeń. Tak więc mówimy tu raczej o "organie spichrzowym", a nie o korzeniu selera.
A w tej spichrzowej bulwie zgromadzone są same skarby! Pokaźna grupka witamin: C, B1, B2, PP i sporo składników mineralnych: fosfor, żelazo, potas, wapń, fosfor, sód i magnez. Do tego dorzucę jeszcze olejki lotne, które powodują, że seler ma tak kuszący aromat, karoten, białko i... chyba już wystarczy.

Działanie - nie tylko na kubki smakowe
Wiadomo - najzdrowszy jest surowy. Chrupiąc selery wzmacniamy swój układ odpornościowy, oczyszczamy organizm z toksyn i pobudzamy apetyt. Pobudzamy także zmysły - wszak nie od dziś wiadomo, że seler bywa stosowany jako afrodyzjak. Romantyczny wieczór, świece, nastrojowa muzyka i micha aromatycznej selerowej surówki - efekt murowany! Oprócz surowego, możemy też jeść seler gotowany - w zupach, potrawkach, sałatkach albo marynowany. Możemy też - wykorzystując sezon, kiedy selerów jest dużo i tanio - zrobić sobie selerowy susz. Wystarczy oczyszczone bulwy zetrzeć na grubej tarce, rozłożyć na papierze do pieczenia i suszyć w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach w temp. 40-50 st. C przez kilka godzin. Ja tak suszę selery i marchewkę, potem mieszam oba warzywka, dodaję sporo suchego pokruszonego lubczyku i - siup! - do słoików. Zimą wyciągam i dodaję szczodrą ręką mój susz do zup (garść albo i dwie) i innych potraw. Pyszne i łatwe!

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.