Róża - skarbnica dobra wszelakiego

Magdalena Ziarnek (tekst i zdjęcie)   2004-08-02         1   like 3

Któż z nas ich nie lubi? Przepiękne królowe kwiatów, o kwiatach małych albo dużych, pełnych albo pięciopłatkowych, rosnących pojedynczo albo całymi kiściami. A może by tak w tym roku poeksperymentować i wykorzystać różane kwiaty i owoce także w kuchni?

Gatunkowe bogactwo
Dziko rosnące różane krzewy systematycy podzielili aż na osiem sekcji. W Polsce w naturze najczęściej spotkamy różę dziką Rosa canina - wysoki krzew o przeginających się łukowato pędach, różowych kwiatach i podłużnych, wrzecionowatych karminowych owocach. Najłatwiej znaleźć ją w miejscach słonecznych - na przydrożach, na miedzach i przecinkach leśnych.
Ale chyba najbardziej "kulinarnie" przydatnym i łatwo dostępnym gatunkiem jest róża pomarszczona Rosa rugosa. Ten krzew jest nieco niższy od róży dzikiej, pędy ma owłosione i pokryte różne długości kolcami. Ma duże, karminowe lub ciemnoróżowe kwiaty. Owoce są też duże, kuliste lub lekko spłaszczone i mięsiste. Bardzo dobre rzeczy można z nich wyczarować!
Mnóstwo innych gatunków róż można wykorzystywać do kuchennych czarów. Po różnych skomplikowanych badaniach stwierdzono, że najwartościowsze gatunki to - obok róży dzikiej i pomarszczonej - róża girlandowa i rdzawa.

Niby owoc, a jednak nie...
To co zwykliśmy nazywać owocem róży to tak naprawdę wklęsłe, karminowe i soczyste dno kwiatowe (tzw. hypancjum), otaczające właściwe owocki. Taki owoc złożony nazywamy owocem szupinkowym. Po jego rozkrojeniu oczom naszym ukaże się całe mnóstwo małych, twardych orzeszków, otoczonych sztywnymi, rdzawymi włoskami. Tę "zawartość" szupinki usuwamy, szykując różany materiał do dalszej obróbki. Zostawiamy tylko karminowe hypancjum, które - wierzcie mi - jest prawdziwym darem natury dla człowieka! Zawiera ono przede wszystkim ogromne ilości witaminy C - od kilkuset do kilku tysięcy mg na 100 g owocu. Inne różane witaminy to: K, B1, B2, B6, A i E. Poza tym znajdziemy tu także sporo cukrów, pektyn i związków mineralnych (potas, fosfor, magnez, siarka, sód, wapń, żelazo i chlor). Czy można chcieć więcej?

Kuchenne, różane i wonne czary
Dla wszystkich, którzy zechcą poeksperymentować i własnoręcznie sporządzić wspaniałości z róży - garść pomysłów, przepisów i rad.

Po pierwsze - niezwykłe i bardzo proste konfitury z róży
Bierzemy kilogram szupinkowych, pięknie dojrzałych owoców róży. Czyścimy z orzeszków, włosków i resztek kielicha i starannie płuczemy. Z kilograma cukru i szklanki wody gotujemy syrop i wrzącym zalewamy owoce. Zostawiamy wszystko w spokoju na kilka godzin a potem syrop zlewamy, jeszcze raz zagotowujemy i znowu zalewamy nim owoce. I tak w kółko... To zlewanie, gotowanie i powtórne zalewanie trzeba powtarzać kilka razy - aż owoce staną się szkliste. A potem wystarczy już tylko gorące konfitury przełożyć do słoiczków i szczelnie zamknąć. Proste, prawda?
Możemy też zrobić inaczej - do wrzącego syropu (takie same proporcje, jak powyżej) wciskamy sok z cytryny, wrzucamy oczyszczone owoce i powolutku gotujemy do momentu, aż owoce się zeszklą. A potem - siup! - do słoików.

Po drugie - różana marmolada
I tu znowu potrzebujemy kilogram owoców. Oczyszczamy je starannie z orzeszków, włosków i działek kielicha i ... mielimy w maszynce do mięsa. Potem przekładamy do garnka, dodajemy około 2/3 szklanki wody i 30 dkg cukru. Całość mieszamy i podgrzewamy, aż nasza marmolada zgęstnieje i zacznie pięknie pachnieć. Trwa to jakieś pół godziny. Gorącą masę przekładamy do słoiczków i zamykamy.

I wreszcie coś dla smakoszy - różane płatki w cukrze
Będziemy potrzebować około 10 dkg świeżo zebranych płatków, oczyszczonych z białych, gorzkawych nasad. Płuczemy ten nasz skarb i delikatnie osączamy na lnianej ściereczce. A potem trzeba zakasać rękawy, wsypać płatki do makutry i ucierać, dodając stopniowo 15 dkg cukru i sok z cytryny, aż płatki puszczą sok. Nie ukrywam, że warto do tego ucierania zawołać mężczyznę (jeśli takowego mamy pod ręką) - niech się wykaże!
Nasz skarb wędruje do słoiczków, a potem - na przykład do pączków. Mmmmm... - pycha!

Na koniec - różane wino (a co tam!)
Kilka jest metod i przepisów na ten specjał - ja podam tylko jeden (za panią Z. Skrodzką): Oczyszczamy 5 kg owoców (bardzo dojrzałych, mogą być zebrane dopiero po pierwszych przymrozkach), zgniatamy je pałką i przekładamy do butli. Owoce zalewamy 9 litrami letniej przegotowanej wody i jeszcze 1 litrem, w którym rozpuściliśmy kilogram cukru. Dodajemy drożdże winne Madera, wszystko korkujemy (oczywiście z rurką) i zostawiamy na 3 dni. Potem znowu rozpuszczamy 2 kg cukru w 1,5 litrze wody i dodajemy do butli. Po tygodniu przelewamy zawartość butli przez szmatkę, starannie wyciskając owoce. Butlę myjemy i przelewamy do niej płyn. Całość możemy dosłodzić, dodając jeszcze raz 1 kg cukru. Teraz pozwalamy naszemu winu popracować nieco dłużej i dopiero po miesiącu ściągamy je pierwszy raz znad osadu. Ściąganie powtarza się jeszcze dwa razy.
No cóż - trzeba się trochę narobić, ale za to jaki efekt! Naprawdę warto!

I dla niecierpliwych - różana nalewka
Proste, łatwe i przyjemne. Pół kilograma oczyszczonych i potłuczonych owoców zalewamy litrem mocnej żytniej wódki. Dodajemy 25 dkg miodu, mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na dwa tygodnie. Po tym czasie zlewamy i przecedzamy.
Taką nalewkę można pić po 1-2 kieliszki dziennie, w celu wzmocnienia organizmu przy osłabieniu, wyczerpaniu, przeziębieniach, albo po prostu - dla przyjemności!

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.