Powoli wstaje świt....

Danka Cywińska   2003-08-29         2  

Świt, bardzo wczesny świt. Mgły powoli opadają, a my wstajemy z łóżek, dociera do nas świadomość, że na grzyby wyruszyć czas.

I już świat nabiera barw, już ciepło pościeli robi się zbędne, bo w wyobraźni widzimy smukłe sosny i dostojne dęby, a pod nimi dorodne borowiki, kozaki, co z ledwością utrzymują ogromne kapelusze, rude rydze, żółte, fantazyjnie pokręcone kurki.


Czy efektem naszego grzybobrania będą tylko zebrane grzyby?
Przecież nie tylko o to chodzi.
Najważniejsze, że obok mnie będziesz Ty i Ty, że będziemy razem tak blisko natury, że bliżej już nie można.


Zbierzemy grzyby, ale i energię z sosen, jałowców i dębów, olejki eteryczne pochowamy w każdej komórce naszego ciała, aby nam ich starczyło na cały tydzień - do następnej wyprawy na grzyby.


A po powrocie do domu - usmażymy grzyby, usiądziemy do stołu, nacieszymy oczy i głodne ciała i zaplanujemy następny wyjazd do lasu.

Kiedym przez las
Kiedym przez las sosnowy szedł,
pojąłem, że w nim jest coś z męskiej tragedii
A kiedym w las liściasty wszedł
to jakbym słyszał śmiech i flet,
jakbym wstąpił do pokoju kobiety.
K. I. Gałczyński

Oj, oj, Panie Kostanty, tylko sprawy damsko-męskie do głowy Panu przychodzą, a u nóg pańskich grzyby ogromne kapelusze chylą.

Co Waść na to?

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.