Najchętniej jem smażone piranie, pieczone kajmany albo ogon iguany...

Grzegorz, Mniammniam.pl   2003-09-01         4   like 1

Rozmowa z Beatą Pawlikowską, pisarką, podróżniczką, autorką "Świata według Blondynki" w Radiu Zet i kilku książek, m.in. "Blondynka w dzungli", "Blondynka wśród łowców tęczy" oraz bestselleru ostatnich dni - "Księgi dobrych życzeń".

- Czy jedzenie dla Pani to przyjemnoć czy koniecznoć?

- Jedzenie to absolutnie przyjemność.

- Czy umie i czy lubi Pani gotować?

- Umiem i bardzo lubię. Gotowanie ma wiele wspólnego z malowaniem - jest zajęciem twórczym i można się w nim zatopić, zapominając o reszcie świata, a potem jeszcze na koniec powstaje dzieło.

Kiedy jestem w Ameryce Południowej, najchętniej jem smażone piranie, pieczone kajmany albo ogon iguany - zdradza sekrety swojego podniebienia Beata Pawlikowska.


- Jakie potrawy, kuchnie Pani preferuje?

- Lubię proste jedzenie. Kiedy jestem w Polsce, przepadam za razowym chlebem i twarogiem. Kiedy jestem w Ameryce Południowej, najchętniej jem smażone piranie, pieczone kajmany albo ogon iguany.

- Czy i co jada Pani na śniadania?

- Na śniadanie od kilku lat wypijam codziennie mniej więcej półtora litra yerba mate. Yerba mate to rodzaj południowoamerykańskiej herbaty, wynalezionej przez Indian Guarani. Zaparza się ją w sposób wprost odwrotny do zwykłej herbaty, a mianowicie: do specjalnego kubka z zielonego drewna albo do tykwy wsypuje się do trzech czwartych wysokości suszu yerba mate, wtyka się w niego specjalną sitko-rurkę i zalewa susz kilkoma łykami gorącej wody z termosu.
Wypija się i znów zalewa. W ten sposób można łatwo wypić litr czy półtora litra napoju, który za każdym pociągnięciem przez rurkę jest wciąż świeży i gorący. To moje półtora litra piję zwykle przez 2-3 godziny podczas pisania nowej książki.

Rozmiar: 19682 bajtów Dlatego ja jadłam i mrówki, i larwy, i zupę z małpy, i pieczonego tapira, i jajecznicę z kastrowanego byka. Nie powiem, było całkiem smaczne - mówi Beata.


- Jaka jest Pani ulubiona potrawa?

- Mam kilka ulubionych, ale na czele chyba wciąż stoi pieczony wąż boa. To danie dla tych, którzy tak jak ja lubią dziczyznę i ryby, bo wąż boa jest czymś pośrednim między jednym a drugim.

- Czy jest co, czego by Pani "za nic w wiecie" nie wzięła do ust?

- Chyba nie. Ja wiem co to znaczy "być głodnym", bo głodowałam nie raz w indiańskim wioskach w dżungli amazońskiej. To jest takie uczucie, jakby ktoś rozrywał człowiekowi wnętrzności, rodzaj fizycznego bólu, i człowiek, który jest naprawdę GŁODNY nie odmówi jedzenia, niezależnie od tego skąd to jedzenie pochodzi. Dlatego ja jadłam i mrówki, i larwy, i zupę z małpy, i pieczonego tapira, i jajecznicę z kastrowanego byka. Nie powiem, było całkiem smaczne.

- Czy przydarzyła się Pani jaka "przygoda kulinarna", której smak utkwił Pani w pamięci?

- Każda moja wyprawa do Ameryki Południowej to ciąg przygód, także kulinarnych :)) Podczas ostatniej wyprawy do Kolumbii i Brazylii mój indiański przewodnik okazyjnie kupił kawałek wędzonego mięsa pekari. Zjedlismy ile się dało, reszta została schowana na śniadanie. Rano zdziwiłam się, że mięso z ciemnego zrobiło się całkiem białe. A ono po prostu przez noc zostało oblezione przez paskudne białe larwy. Mój przewodnik wyskubał je palcami, mięso wypłukał, osmalił nad ogniem i już. Śniadanie było gotowe.
Nie zapomnę też dnia, kiedy po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na własne oczy czerwone banany, które smakują jak krem bananowy. Ich zdjęcie i zdjęcia kilku innych smacznych amazońskich dań zamieszczam na moich stronach: www.beatapawlikowska.com
Zapraszam :)

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.