Melisowe ukojenie

Magdalena Ziarnek   2004-08-02         1   like 1

Melisowe ukojenie
Przyzwyczailiśmy się uważać melisę za ziółko uspokajające. Robimy z niego kojące napary i ... w zasadzie to wszystko. Tymczasem to szlachetne zioło, znane już w starożytności, ma nam o wiele więcej do zaoferowania!

Botanicznych słów kilka

Melisa lekarska (Melissa officinalis) należy do rodziny wargowych Labiatae. Ta niezwykła rodzina gromadzi z resztą wiele pożytecznych roślin, charakteryzujących się obfitością pięknie pachnących olejków eterycznych. Znajdziemy tu m.in.: miętę, majeranek, bazylię, tymianek i oregano.
Melisa to bylina, czyli wieloletnia roślina zielna. Jej czterokanciaste łodygi pięknie się rozgałęziają i w efekcie wyrastają duże, silne rośliny, osiągające nawet ponad metr wysokości i żyjące do pięciu lat.
Liście mają długie ogonki i grubo ząbkowane brzegi, a osadzone są naprzeciwlegle (to znaczy, że z jednego węzła na łodydze wyrastają po dwa liście naprzeciwko siebie).

Melisa kiedyś
Ojczyzną melisy jest obszar od wybrzeży Morza Śródziemnego aż po południowo-wschodnią Syberię.
Uprawiali ją już starożytni Rzymianie i to oni (starożytni zdecydowanie wiedzieli, co dobre!) przyczynili się do rozprzestrzenienia ziółka w Europie. Melisa uznawana była wtedy przede wszystkim za skuteczne zioło poprawiające wzrok, działające odkażająco, a nawet - leczące dezynterię. Poza tym przez wieki stosowano melisę na różne dolegliwości kobiece. Jeszcze w XVIII wieku kobietom w połogu przygotowywano ciasteczka z mąki, jajek, wody różanej i posiekanych młodych pędów melisy.
Od zarania swej historii melisa była cenionym zielem miododajnym. Uważano ją za skuteczny środek przywabiający pszczoły i uspokajający te sympatyczne owady. Aby zwabić rój, nacierano zielem melisy ścianki nowych barci i uli. Wymowne są funkcjonujące w średniowieczu inne nazwy melisy - "miodunka" i "miodówka".

Melisa dziś
Najbardziej dla nas pożądaną częścią melisy są liście. Zawierają one karoten, witaminę C, garbniki, a przede wszystkim - wonny olejek eteryczny! To on sprawia, że świeże, roztarte melisowe liście wydzielają piękny i orzeźwiający cytrynowy zapach.
Jeśli już staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami melisowego ziela (zebranego w słoneczny dzień, tuż przed kwitnieniem), musimy coś z nim zrobić. Oczywiście, warto część wysuszyć w przewiewnym miejscu, żeby rozkoszować się aromatem melisy przez całą zimę. Napar z liści ułatwi nam trawienie, pobudzi apetyt, uspokoi, usprawni pracę mózgu i wspomoże leczenie nerwic (najlepiej w mieszance z koszyczkami rumianku i zielem serdecznika).
Ale co jeszcze? Och, mnóstwo! Melisą możemy przyprawiać sałatki, zupy, pieczone mięsa, potrawy rybne i grzybowe. Nie zaszkodzi też dodanie kilku listków przy kiszeniu ogórków czy marynowaniu mięs. A jak się już dobrze rozpędzimy, możemy sobie przygotować pachnącą melisowymi listkami oliwę do sałatek, albo i aromatyczny ocet.

We własnym ogródku
Rozmnażanie i hodowanie melisowego ziela wcale nie jest trudne! Jeśli nawet mamy blade pojęcie o ogrodnictwie, możemy spokojnie się na nie skusić. Jak to zrobi? O! - metod jest kilka!
Częścią podziemną naszej bohaterki są silnie rozgałęzione kłącza. Właśnie podział tych kłączy jest jednym ze sposobów wegetatywnego rozmnażania melisy. Inny to odkłady z nadziemnych pędów. Taka metoda jest szczególnie zalecana w pierwszym roku hodowli melisy, kiedy większość pędów się płoży. Wystarczy wtedy delikatnie przysypać fragment pędu ziemią, a już po krótkim czasie na łodydze wyrosną korzenie przybyszowe, a cała potomna roślinka się usamodzielni.
I wreszcie - rozmnażanie z nasion. Też skuteczne, a jakże! Pamiętajmy tylko, aby przed siewem "wzruszyć" ziemię do głębokości około 30 cm, a potem wysiać nasiona w rowki o głębokości 1-2 cm. Młode roślinki pikujemy i przenosimy na stałe miejsce.
Nasze dzisiejsze ziółko lubi gleby niezbyt ciężkie, średnio wilgotne i bogate w próchnicę. Miejsce powinno być słoneczne i osłonięte od wiatrów. Jeśli takowym dysponujemy - do roboty!

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.