Woda to jest TO! Urody i zdrowia doda :)

Kasia Marks   2014-09-02         4  

Do powstania tego artykułu zainspirowała mnie historia Sarah Smith opisana w "Daily Mail". Czy jest wyssana z palca? Nie wiem, ale jedno jest pewne - nikomu nie zaszkodzi przeprowadzić jej eksperyment w domu. Ale tak w ogóle to Sarah jest jedynie kropelką, która rozwinie się w mokrą notkę o... H2O ;)

Woda to jest TO! Urody i zdrowia doda :)



Czy to tylko zwykłe lanie wody?
Zacznę od wspomnianej historii 42-letniej Brytyjki Sarah Smith (link do tekstu w DailyMail). Cierpiała ona na bóle głowy i problemy z trawieniem. A ponieważ stawały się one dokuczliwe, udała się do neurologa i dietetyka. Zawyrokowali: pijesz za mało wody! Specjaliści stwierdzili, że Sarah powinna wypijać ok. 3 litrów wody dziennie. Ona sama uważała, że to bardzo dużo, ale też przy okazji zrobiła rachunek sumienia i okazało się, że pije tylko 1 litr płynów przez całe 24 godziny (a w większości była to herbata i inne napoje, niekoniecznie woda).

Dlatego postanowiła podjąć wyzwanie, a żeby zobaczyć co to zmieni robiła sobie każdego dnia zdjęcie twarzy oraz ważyła się i mierzyła obwód pasa. Pierwszy tydzień był trudny i z wodą szło nietęgo, zwiększyła ilość pitej herbaty. Za to kolejny tydzień przekonał ją, że to w czystej wodzie tkwi sekret. Nauczyła się mieć zawsze przy sobie butelkę. Kolejne tygodnie umocniły ją w przekonaniu, że woda to jest to.
Fakt faktem, że jej częstotliwość wizyt w toalecie zwiększyła się niepomiernie. Mimo to pozytywne skutki były zauważalne: jelita zaczęły pracować, bóle głowy niemal całkowicie ustąpiły, bardzo poprawiła się cera, spadła waga i zmniejszył się obwód w pasie. Zdjęcia Sarah przed i po pokazują, że jej skóra twarzy wygląda o niebo lepiej, zmarszczki się spłyciły, a cienie pod oczami zniknęły.

Oczywiście to mogą być cuda grafików, sprytne oświetlenie lub makijaż. Ale może jednak woda jest źródłem młodości i gwiazdy, które przekonują, że swój wygląd zawdzięczają piciu wody wcale nas aż tak bardzo nie oszukują?

W kranie tkwi moc
Drążę temat dalej, niczym studnię głębinową. Skoro woda jest taka super to czy lepiej pić tę z butelki, czy po prostu mogę podstawić szklankę pod kran i odkręcić kurek? Tym razem coś z polskiej działki, bo w końcu mam tutejszą wodę w kranie, a i ogólnodostępna woda butelkowana pochodzi z nadwiślańskiego kraju.

Na stronie Newsweeka znajduję ciekawy artykuł o dwóch chłopakach, którzy dla zabawy rzucili hasło "Piję wodę z kranu!", która niechcący zamieniła się w akcję społeczną. Z artykułu dowiaduję się, że tak naprawdę woda z kranu często nie różni się od wody kupowanej w butelkach. Ale nie zaraz, chwila... jest różnica, bo szklanka "kranówy" kosztuje kilka groszy, a szklanka wody butelkowanej w zależności od producenta od 25 groszy do nawet złotówki.

Przypomina mi się moja wizyta w Warszawskich Filtrach sprzed 3 lat. Pomijając, że to bardzo klimatyczne miejsce, które przetrwało pożogę wojenną, pokazuje dokładnie jak przebiega proces oczyszczania wody. Wszystko dzieje się naturalnie, żadnego chloru i innych chemicznych uzdatniaczy wody. Piasek, jakieś glony, filtrowanie, sedymentacja i takie tam rzeczy, na których się za bardzo nie znam. Na koniec można się napić wody wprost z... rury ;)

O matko, czyli że ja mieszkając w środku Warszawy mam dobrą wodę niemal za darmo? No prawie, bo niestety po drodze są jeszcze rury, które czasami są stare lub administratorzy nie dbają o nie. Ale i tak ta woda nadaje się do picia bez przegotowania, do celów spożywczych (zupa, makaron, ziemniaki, itp.) tym bardziej, połknięcie jej w trakcie kąpieli na pewno nie spowoduje biegunki czy innych sensacji (przypomniała mi się scena z kinowej wersji "Seksu w wielkim mieście"). Rodzi się w mej głowie pytanie oraz wspomnienie mamy i babci, które kategorycznie zakazywały mi picia wody z kranu - dlaczego? Ano dlatego, że faktycznie w latach 80-tych i na początku 90-tych woda z polskich wodociągów była okropna i nadawała się do czegokolwiek jedynie po przegotowaniu i filtrowaniu. Dlatego ustawiały się kolejki do studni oligoceńskich, a w każdym domu było kilka baniaków na wodę. Ale to odpłynęło w niepamięć i oby nie wróciło. Teraz możemy pić wodę na cześć i chwałę polskich źródeł, rzek i wodociągów.

Czy butelki z wodą są passe?
Byłoby dobrze, bo pijąc dużo wody butelkowanej produkujemy tony odpadów, które niestety będą się rozkładały setki lat. Jednak woda butelkowana wodzie butelkowanej nierówna. O ile można sobie darować zakup wód stołowych i niektórych źródlanych pozostają jeszcze wody mineralne. A te zdecydowanie powinny się znaleźć w codziennym menu.

Tu ważna uwaga natury prawnej: zgodnie z przepisami "wodą mineralną" jest każda woda wydobywana spod ziemi i nie zależy to od ilości składników mineralnych zawartych w niej. Dlatego przy zakupie najlepiej kierować się stopniem mineralizacji oraz składem najbardziej korzystnym dla zdrowia.

Wody mineralne można podzielić na 3 kategorie:
  • wysokozmineralizowane;
  • średniozmineralizowane;
  • niskozmineralizowane.

Ogólną cechą wód mineralnych (na chwilę zapominam o regulacjach prawnych i przez pojęcie "woda mineralna" rozumiem wymienione powyżej 3 kategorie) jest to, że są wydobywane spod ziemi.

Charakteryzują się pierwotną czystością, są nieskażone bakteriologicznie i chemicznie. Różnią się tylko zawartością minerałów. I tak odpowiednio:
  • wysokozmineralizowne mają powyżej 1500 mg składników na litr;
  • średniozmineralizwoane mają od 500 mg do 1500 mg składników na litr;
  • niskozmineralizowane mają do 500 mg składników na litr.

Najważniejsze składniki w tego typu wodach to: magnez i wapń, ponadto: sód, chlorki, wodorowęglany, siarczany, jod, fluor, żelazo oraz dwutlenek węgla.

Magnez i wapń czym więcej ich w wodzie tym lepiej dla nas. Magnezu nie można przedawkować, więc warto wybrać wodę, która ma co najmniej 50 mg/litr, w przypadku wapnia wartością korzystną będzie 150 mg na litr.

W odniesieniu do sodu należy być nieco bardziej ostrożnym. Wody o dużej zawartości sodu nie są polecane osobom z chorobami, których przyczyną jest nadciśnienie tętnicze. Ale za to wody o wysokiej zwartości sodu i chlorków są idealne na upały. Z kolei wodorowęglany są polecane osobom chorym na nadkwasotę i refluks żołądkowy, bo alkalizują one kwas żołądkowy. Pozostałe składniki często występują w ilościach śladowych, choć np. fluor już w ilości 1 mg na litr będzie miał korzystny wpływ na nasze zęby i kości.

O właśnie jeszcze dwutlenek węgla. Przyznaję bez bicia, że ja pijam wyłącznie wody gazowane. Przez wiele lat słuchałam, że to niezdrowe, co wynikało z mylenia wody nasyconej CO2 ze słodkimi, gazowanymi napojami. Ale prawda jest taka, że gazowana woda niczym nie różni się od wody niegazowanej i jest to jedynie kwestia preferencji smakowych. Co więcej wody gazowane są pewniejsze bakteriologicznie, a jedynym przeciwwskazaniem do ich picia są schorzenia żołądka i strun głosowych.

Wracając do trzech typów wód. Najlepiej wybierać wody wysoko- i średniozmineralizowane. Starałam się znaleźć w miarę obiektywne testy, które wody z wymienionych typów są najlepsze, ale w sumie, co test to inna opinia. Dlatego trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem, smakiem i czytaniem etykiet ze składem. Ale podrzucę Wam kilka nazw, żeby przynajmniej wiedzieć w jakim miejscu półki z wodą się zatrzymać. Z wód wysokiej mineralizacji warto spojrzeć przychylnie na Kryniczankę, Staropolankę 2000 oraz Muszyna Minerale i Muszyniankę (choć tak naprawdę większość wód z tej kategorii jest po prostu bardzo dobra). Natomiast średniozmineralizowane wody, które zyskują dobre opinie to przede wszystkim Nałęczowianka (bije inne na głowę), Ustronianka, Cisowianka. Z niskozmineralizowanych dobre wyniki ma Dobrowianka.

Koniecznie jeszcze muszę wspomnieć o wodach leczniczych. Często wody takie są sprzedawane w aptekach lub można je spożyć jedynie u źródła. Ich specyfika wynika z dużej ilości składników mineralnych lub zawartości składników swoistych (składniki farmakologicznie czynne). Nie można ich stosować na własną rękę ani dawkować samodzielnie. To po prostu leki, które powinny być zażywane wg wskazań lekarza. Dlatego mimo tego, że na niektórych półkach sklepowych możecie spotkać np. wodę Zuber, niech Wam nie przychodzi do głowy spożywanie jej bez konsultacji z lekarzem, bo w tym wypadku woda wcale nie musi oznaczać dla konkretnej osoby zdrowia i życia.

Jeszcze mam osobistą wycieczkę w kierunku tzw. wód smakowych. No po prostu nie mogę sobie darować, żeby o nich nie napisać. Nie pijcie ich i niech Wam do głowy nie przyjdzie kupować ich dzieciom. To nie jest woda. Ciecz aromatyzowana sztucznymi substancjami, które nawet nie stały koło truskawki lub cytryny, dosładzana słodzikami... A przecież łatwo wycisnąć do wody cytrynę lub pomarańczę, można dosłodzić odrobiną miodu lub od biedy cukrem. Naprawdę szkoda Waszego zdrowia oraz pieniędzy na kupowanie i picie tego zabutelkowanego byle czego ;)

Koniec lania wody, kończę mój wyWÓD ;) Od tygodnia piję prawie 3 litry wody dziennie. Nie liczę na aż tak spektakularne sukcesy jak miała wspomniana na początku Sarah Smith. Ale wiecie co? Picie wody jest super i wcale nie aż tak trudne, jak mi się wydawało jeszcze tydzień temu :) A co Wy sądzicie o piciu wody? Napiszcie jaką pijecie i ile :)

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.