Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin - V. Domaradzka, R. Zakrzewski, D. Parol - recenzja książki

Kasia Marks   2015-11-23         0  

Bardzo lubię moją pracę. Gotuję i piekę, robię zdjęcia, piszę. Również recenzje książek kulinarnych. To też bardzo lubię, ale czasem są książki, które odkładam. Ta jest na moim biurku do dwóch tygodni. Co chwilę kolega Marek pyta mnie "I jak recenzja?". A recenzja leży i kwiczy, niczym słaby zawodnik po przebiegnięciu maratonu ;)



Kuchnia dla biegaczy


Wiem, jak ma się zacząć ta recenzja: Nie biegam, bo nie lubię! Dlaczego tak? Otóż mam przed sobą książkę "Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin" Violetty Domaradzkiej, Roberta Zakrzewskiego i Damiana Parola. Dwoje pierwszych autorów to weganie uprawiający biegi ultra (czyli taki top of the top biegania :)), zaś trzeci jest dietetykiem. Dwoje praktyków i teoretyk - taki team może oznaczać, że wiedzą o czym piszą!

I teraz stop. Ty też nie biegasz? Weganizm to dla Ciebie żywienie się korzonkami i mchem? No to się rozczarujesz. Ale to jak - bardzo miło na pewno :)
Uwierz mi, bo piszę to ja - niebiegająca, mięsożerna (choć umiarkowanie), przeciwniczka wszystkich -izmów - ta książka jest warta przeczytania, przejrzenia i korzystania z niej na co dzień. Czym bardziej się w nią zagłębiałam tym bardziej mi się podobała. I powzięłam postanowienie, że ją sobie przywłaszczę z zamiarem bezpośrednim stosowania przepisów w mojej kuchni (sorry Marek) :)

Warto zacząć książkę od początku, bo ma dużo ciekawej i przydatnej wiedzy. Podanej w przystępny sposób. Dowiesz się co daje jedzenie warzyw, owoców, ziarenek. O niebezpieczeństwie chorób cywilizacyjnych wynikających z niezdrowej diety oraz braku ruchu. Możesz sobie nawet przypomnieć matematykę i obliczyć swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne (ja to zrobiłam i wyszło mi 1809 kcal). Ale znajdziesz też odpowiedź na to co jedzą weganie i dlaczego nie są to wcale kiełki na przemian z sałatą ;)

I zaczyna się najlepsze: przepisy! Oczywiście, jak każdy dbający o siebie i świadomy człowiek zaczynamy od śniadania. Pomysły na omlety, śniadania na słodko i wytrawnie, owsianki i jaglanki. Taki początek dnia to ja rozumiem :) Szkoda, że fajne pomysły na pasty, pasztety i przetwory znalazły się 3 rozdziały dalej, bo wydaje mi się, że byłyby idealnym uzupełnieniem tego działu.
Dalej oczywiście II śniadanie. Zestawy owoców i... Tu właśnie muszę powiedzieć, że zwróciłam uwagę, jak ładnie opracowane są przepisy. Przy każdym znajduje się wartość kaloryczna posiłku z dokładnym rozpisanie procentowej zawartości węglowodanów, białek i tłuszczy, a także piktogramy, po których można się zorientować jak energetyczne jest to danie, jakie są w nim witaminy i mikroelementy.
A po drugim śniadaniu może zupa? Nie jestem ich wielką fanką, tak mam od dzieciństwa. Ale autorzy kupili mnie harirą, jedną z moich ulubionych zup, wspaniale rozgrzewająca marokańską potrawą. Są też klasyki - pomidorowa, krupnik, ogórkowa. Ale też takie ciekawostki, jak zupa bananowa, wcale nie na słodko ;)
Dania główne to przede wszystkim źródło białka, ale oczywiście w zbilansowanej diecie autorzy nie zapomnieli o węglowodanach i tłuszczach. Kasza i makaron oraz ryż, a do nich warzywa gotowane i pieczone, roślinne burgery, fasole. Dużo koloru i smaku, jest z czego wybierać.
A co z sałatkami? Są i sałatki, mocno kolorowe, zdrowe, pełne warzyw i wartości, które w takich właśnie daniach powinny się znaleźć.
I teraz właśnie dział, o którym wspomniałam wcześniej - pasty, pasztety i inne dania. Naprawdę ciekawe pomysły i bardzo smakowite. Na pewno wypróbuję, którąś z past z białej fasoli, a wiosną pesto z liści rzodkiewek.
Na koniec książki znalazło się miejsce dla koktajli oraz deserów. Koktajle, to jak wiadomo, świetna dawka energii, którą można zabrać ze sobą do pracy, szkoły, czy na poranną przebieżkę. A desery osłodzą życie i wcale nie muszą tuczyć, bo nie ma w nich cukru, a słodkość pochodzi z bakalii, owoców lub syropów.
A przed biegiem trzeba się naładować dobrą energią, w trakcie zawodów coś chapnąć i nie zapomnieć o regeneracji po. Tu również kilka pomysłów na takie dania.

Podsumowując - "Kuchnia dla biegaczy" jest warta zakupienia,nie tylko przez biegaczy i wegan. Ja jestem zdecydowanie na tak, choć wolę rower i na nim jeżdżę codziennie. Ale na pewno chętnie wykorzystam kilka przepisów w moim codziennym menu. Jedyny kamyk do buta autorów to strona graficzna. Przepraszam, jestem wzrokowcem i niestety zdjęcia dań pozostawiają wiele do życzenia. Co nie umniejsza wartości merytorycznej całego wydawnictwa.
Może to dobry pomysł na prezent dla kogoś czynnie uprawiającego bieganie, rower lub inną formę aktywności fizycznej? :)

Dodaj komentarz
Ocena:
Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.