Hamburgery czy kebaby?

Katarzyna Marks  Katarzyna Marks  | 2013-08-19 |    ranking ranking ranking ranking ranking    opinia 5  

Pierwsze skojarzenie z hamburgerem? Plastikowa buła, a w środku tekturowy krążek "mięsa" i smętne kawałki zwiędniętych warzyw. Oprócz tego logo dużych sieci fast food. Dlatego mogły zdziwić niejednego pojawiające się najpierw nieśmiało, a potem jak grzyby po deszczu, lokale z hamburgerami. Małe i większe, czasem w budkach, czasem w jakichś pawilonach. I nagle ludzie odkryli na nowo hamburgery. Stały się modne - jeden warunek - musi je zrobić kucharz, a nie taśma produkcyjna.



Hamburger czy kebab



Fast food był zawsze i będzie zawsze. Ale fast nie musi być zawsze synonimem dla źle i niezdrowo. Czasem wydaje się nam, że całe to szybkie jedzenie dotarło do nas po 1989 roku. Nic bardziej mylnego, bo i w czasach PRL-u można było zjeść placki ziemniaczane sprzedawane z okienek oraz nieśmiertelne zapiekanki. Potem po prostu wkroczyły do Polski duże sieci, takie jak Burger King czy McDonald’s, a wraz z nimi hamburgery. Jeszcze później dotarł do nas kebab.

To właśnie kebab zawładnął na pewien czas masową wyobraźnią. Widowiskowo obracające się mięso na pionowym ruszcie i smagli panowie sprawnie obcinający jego przypieczone skrawki wprost do pity. Do tego góra surówek. Pewnie właśnie ta spora ilość warzyw zadecydowała o tym, że większość uznała kebab za zdrową alternatywę dla hamburgera. To nic, że mięso tłuste, buła ogromna, a sałatki pływały w majonezie. Za stosunkowo nieduże pieniądze można się było dobrze najeść. A że kebab był czynny niemal całą dobę stał się szybko mekką tych, co nieco zmęczonym krokiem wracali nad ranem.

Być może byłoby tak nadal, ale właśnie pewnego dnia hamburger postanowił powrócić do swych korzeni. Nie, nie do Hamburga, ale do sposobu w jaki robiono go wtedy, gdy nie ciągnęła się za nim jeszcze zła sława. Choć tak naprawdę, jeśli już mowa o korzeniach, to tkwią one głęboko na stepach Azji. Mongolscy wojownicy pakowali mięso pod siodła i pędząc po bezkresach na kolejny podbój, chcąc nie chcąc, siekali je. Kiedy w końcu dotarli do Europy zostawili tu nie tylko pożogę i zgliszcza, ale również pomysł na rozdrabnianie mięsa. Tak to właśnie zrodził się stek tatarski. Wraz z rosyjskimi marynarzami dotarł do hamburskiego portu, gdzie znalazł uznanie wśród miejscowych. Mielone mięso zaczęło swą karierę.

Końcówka XVIII i cały XIX wiek to początek wielkiej wędrówki Europejczyków do Ameryki. Hamburg stał się najważniejszym portem Europy, z którego wypływały statki pasażerskie i handlowe zmierzające na nowy ląd. Oprócz tego, że do Stanów Zjednoczonych dopływali ludzie i towary, docierały tam również tradycje kulinarne. Wkrótce w restauracjach Nowego Jorku pojawił się Hamburg Steak. Było to siekane mięso podawane na surowo lub lekko opieczone, często w towarzystwie jajka, cebuli i okruchów chleba. XIX wiek przyniósł również boom na wołowinę. Proste, więc że siekany stek trafił szybko do środkowych stanów i całe ówczesne USA zajadało się tym daniem. Kto więc wpadł na prosty pomysł włożenia porcji mięsa między dwa kawałki pieczywa? Tego dokładnie nie wiadomo, bo zdaje się, że sukces miał przynajmniej kilku ojców. Na pewno wiadomo, że hamburger powstał między 1880 a 1904 rokiem, a sprzyjało mu wiele festynów, targów, pikników. Być może to Charles Nagreen z Seymour w Wisconsin dał mu początek, sprzedając stek włożony pomiędzy dwa kawałki chleba w czasie dorocznych targów. Za kolejnego "wynalazcę" uważany jest Fletcher Davis, który sprzedawał mięso włożone do bułki w czasie Targów Światowych w St. Louis w 1904 roku. Tymczasem w Niemczech kucharz Otto Kuasw przygotowywał bardzo popularny wśród marynarzy stek smażony na maśle, podawany ze smażonym jajkiem w opieczonej bułce.
Danie nazywane było "Deutsches Beefsteak" (niemiecki stek wołowy). Niemieccy marynarze często zamawiali to danie w nowojorskich restauracjach. Źródła mówią o jeszcze kilku innych twórcach, ale tych trzech wymienianych jest najczęściej. Tak czy inaczej, hamburger odpowiedział na potrzebę tamtych czasów, które wraz z rozwojem technologii zdawały się pędzić coraz szybciej, a to było właśnie szybkie i niedrogie jedzenie.

No dobrze, historia historią, ale co z tymi hamburgerami za 20-30 złotych, które można kupić u nas. Czy to jeszcze fast food czy już slow food? Faktem jest, że wciąż jest to szybkie danie, nie wymagające wiele zachodu w trakcie przygotowywania. Jednak o fenomenie hamburgerów decyduje z czego się je przyrządza. Wiele lokali serwujących mięso z bułką stawia na dobre, lokalne produkty. Bułka, więc jest pieczona na miejscu albo przez nieduże piekarnie, specjalnie na potrzeby danego lokalu. Mięso to nie MOM, ale porządna wołowina, siekana lub mielona na miejscu. Sosy to często tajemnica kucharza, który przygotowuje je sam, więc trudno szukać tam chemicznego w smaku keczupu lub byle jakiej musztardy. No i warzywa - to nie są smętne plasterki konserwowego ogórka, ale świeża, chrupiąca cebula, pachnące pomidory lub warzywa sezonowe, np. szparagi. Dlatego do hamburgerowni przychodzą ludzie świadomi tego co jedzą i co chcą by im podano. Wiedzą też, że za taki posiłek warto zapłacić więcej niż paręnaście złotych.

Trudno więc porównywać hamburgerownie do typowego fast foodu. Trudno też sądzić, że skutecznie wyprą z ulic kebab. Doprawdy szkoda by było wziąć tak przygotowanego hamburgera w garść i jeść go idąc ulicą. Inna sprawa, że ćwierćfuntowego kotleta nie tak łatwo wepchnąć do paszczy ;) Trzeba przysiąść choć na chwilę, żeby się nim delektować i spokojnie zjeść. Szanse, że hamburger w swej szlachetnej odsłonie zastąpi kebab są zatem pewnie nie za duże. Będą raczej zgodnie koegzystować na ulicach naszych miast. No i zawsze znajdą się tacy, którzy będą woleli pitę z mięsem (czasem niewiadomego pochodzenia) nad bułkę z wołowiną. Choć widoczne jest, że hamburgerownie cieszą się niesłabnącą popularnością, a wcale nie niskie ceny nie odstraszają chętnych.
A żeby nie wyszło, że autorka jest negatywnie nastawiona do kebaba, to dobremu kebabowi, szczególnie z baraniny lub jagnięciny, mówię stanowcze tak. Podobnie, jak porządnemu, soczystemu hamburgerowi w bułce pełnoziarnistej.

Jakie są więc szanse na prymat hamburgera nad kebabem? Pewnie umiarkowane, ale może masz odmienne zdanie w tym temacie. Zapraszam do dyskusji.

Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.