Tutaj liczy się dobry smak, pyszny humor i szeroki uśmiech. Gotujemy smakowicie, uczymy sie nowych smaków i aromatów, rozmawiamy. Życzliwość i dobre słowo są tu najważniejsze.
No to mamy marzec. Coraz dłuższe dni, coraz więcej słoneczka, zwierzątka chucią targane, ptaszki śpiewają (z tego samego powodu), lada moment pojawią się pierwsze pączki i pierwsze kiełki wychylające się nieśmiało z ziemi. Chce się żyć!
I to jest właśnie najwłaściwsza pora, moi drodzy, na założenie sobie swojej własnej, prywatnej, choćby maleńkiej, choćby tylko na parapecie okiennym, hodowli ziół. Świeży majeranek, bazylia, czy soczyste listki mięty zdecydowanie dodadzą smaku naszemu życiu, a ile przy tym satysfakcji!
Na początek
Dostęp do ziół mamy w zasadzie niemal nieograniczony. Można hodować je z nasion, można z sadzonek kupowanych w sklepach ogrodniczych, albo i na bazarku, można też kupić starsze rośliny w supermarketach i tylko starać się, żeby się na naszym parapecie zadomowiły i poczuły jak u siebie.
Termin: początek marca to dobry moment na siew nasion. Jeśli chcemy mieć ziółka na zimę, nasiona siejemy latem - w lipcu lub sierpniu.
Pojemnik i podłoże: Może to być skrzynka lub doniczka, wyższa, jeśli wybrana przez nas roślina ma głęboki system korzeniowy (np. estragon). Na dnie robimy drenaż z keramzytu (łatwo go kupić w sklepach ogrodniczych). Jeśli chodzi o glebę - zioła nie są szczególnie wymagające. Stosujemy zwykłą ziemię doniczkową, taką kupną, wymieszaną z piaskiem (albo z wynalazkiem, który się nazywa "perlit" i poprawia przewietrzania gleby).
Stanowisko: zdecydowanie słoneczne. Większość ziół lubi dużo słoneczka, a jego niedobór może spowodować, że ich pędy i liście będą mniej aromatyczne (a tego przecież nie chcemy). Jeśli dysponujemy tylko parapetem nieszczególnie jasnym, rośliny możemy doświetlać jarzeniówką (najlepiej taką z ciepłym światłem) 40W przez kilka godzin w ciągu dnia. To też dobra metoda dla ziół hodowanych zimą, kiedy dzień jest króciutki, a słońca jak na lekarstwo.
Podlewanie: podlewamy regularnie, zwłaszcza młode rośliny. Nie można ich przesuszyć!
Nawożenie: roślin jednorocznych w zasadzie nie trzeba nawozić, wieloletnie nawozimy wiosną i latem płynnym nawozem co 6 tygodni.
Jakie zioła?
Uzbrojeni w podstawową wiedzę dotyczącą ziół, ich wymagań i trybu życia (mając przed oczami wizję tych wszystkich pachnących pyszności, które już niedługo będziemy przyrządzać, a w uszach okrzyki zachwytu rodzinki i przyjaciół) możemy przystąpić do wyboru gatunków.
Gatunki jednoroczne Majeranek ogrodowy (Majorana hortensis) - w Polsce jest rośliną jednoroczną, czasami, przy sprzyjającej pogodzie - dwuletnią. W Europie południowej jest byliną (czasem nawet półkrzewem) do 50 cm wysokości! Można suszyć całe gałązki, albo obrywać z rośliny całe pędy, obskubywać tylko listki i pączki kwiatowe i tak suszyć.
Bazylia pospolita (Ocimum basilicum) - ładnie udaje się z nasion, które siejemy płytko. Młode siewki pikujemy. Roślina dorasta do 30-40 cm i silnie się rozgałęzia. Uprawiając np. na balkonie należy pamiętać, że jest wrażliwa na chłody. Zbiera się liście i szczytowe odcinki pędów (łodyżka z liśćmi i kwiatami) przez cały sezon wegetacyjny. Pasuje prawie do wszystkiego, zwłaszcza do potraw kuchni włoskiej, francuskiej i indyjskiej. Działa też uspokajająco!
Cząber ogrodowy - płytko siejemy nasionka i czekamy.
Pojemnik musi stać w słońcu, a roślinki podlewamy regularnie, choć niekoniecznie bardzo obficie. Kiedy rośliny wyrosną, zbieramy pędy przycinając je 10 cm nad ziemią, potem suszymy i rozkoszujemy się ich aromatem, pamiętając, że cząber zaostrza apetyt! Nie gotujmy go też zbyt długo, bo może zgorzknieć.
Gatunki wieloletnie Tymianek właściwy (Thymus vulgaris) - można wysiewać z nasion, ale kupno sadzonek zagwarantuje powodzenie uprawy, no i umożliwi szybsze zbiory, a na tym nam przecież zależy. Lubi słońce i umiarkowanie wilgotne podłoże. Roślinka dorasta do 30 cm, silnie się rozgałęziając. Zbierając gałązki możemy ścinać pędy tuż przy ziemi lub obrywać szczyty gałązek. Tak czy siak, powinniśmy to zrobić przed kwitnieniem lub na jego początku - wtedy w pędach jest najwięcej olejków lotnych, a nasz sukces tym bardziej aromatyczny. Doprawiając mięsa i zupy wszelakie pamiętamy, że tymianek ma dobroczynny wpływ na nasze trawienie.
Lebiodka pospolita (Origanum vulgare) - powszechnie ziółko to jest znane jako oregano. Na wysiew nasion możemy poczekać do końca marca. Siejemy dość płytko, a potem siewki pikujemy.
Roślina może dorastać nawet do 70 cm. Wymaga słonecznego stanowiska, umiarkowanego podlewania, a odwdzięcza się stokrotnie! W kuchni używa się suszonych liści i szczytów łodyg z kwiatostanami, zbieramy więc całe pędy w czasie kwitnienia, a po wysuszeniu obrywamy listki i kwiatostany. I suszymy. A potem, cóż, może pizza? Mniam...
Rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis) - urocze to ziółko o śródziemnomorskim rodowodzie. W naturalnym warunkach dorasta nawet do 2 m wysokości, ale nam wystarczy kilkadziesiąt cm. Najłatwiej hodować go z sadzonek. Lubi słoneczko i niezbyt obfite podlewanie. Zbieramy liście i młode pędy. A jak będzie pachniała nasza pieczeń! Albo i jakowaś rybka pieczona...
Melisa lekarska to zdecydowanie duża roślina (do 1 m wys.). Jeśli chcemy, żeby nam rosła w mieszkaniu, musi mieć naprawdę dużą doniczkę. Łatwiej hodować ją z sadzonek niż z nasion. Zbieramy liście przed kwitnieniem rośliny. U nas najczęściej melisę się suszy. Ale przecież można też używać świeżych liści, które są doskonałe do ryb, sałat i sałatek, kompotów.
Prawdziwa wiosna
Po ustąpieniu przymrozków (mniej więcej na początku maja) możemy nasze ziółka wystawić na balkon, pod warunkiem jednak, że ów balkon jest w zacisznym miejscu i absolutnie (!) nie od strony ulicy. Na ołowiu i kadmie nam przecież nie zależy... Jeśli już jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami ziół wieloletnich, pamiętajmy, że wiosną (to znaczy już bardzo niedługo!) możemy je odmłodzić, przycinając je na wysokości ok. 10 cm.
Po zbiorach
Zebrane ziele suszymy w przewiewnym i suchym miejscu. Możemy wiązać gałązki w pęczki albo suszyć listki rozłożone na czystym płótnie, przerzucając je co jakiś czas. Suszymy każdy gatunek osobno! A potem rozkoszujemy się niezwykłym aromatem i duma nas rozpiera. Bo zioła to serce i dusza kuchni!
przyjemnie jest patrzec jak ziola rosna w doniczkach i nie trzeba sie martwic ze czegos zabraknie do zrobienia jakiejs potrawy, ja sama hoduje co nie co :)
˜Kali_11 | 16.08.2011 12:32
Parapet, taras - każda powierzchnia którą można na to zagospodarować jest tego warta :)
Świeże zioła w kuchni są tego warte bo smak potraw jest nieporównywalny.
Choduję od dawna, na parapecie praktycznie mozna dużo:)) mięta, tymianek, rozmaryn, melisa, dymka, bazylia itp są u mnie zawsze... w lecie przenoszą się do ogrodu bo tam jest im lepiej:)
W okresie letnim na parapecie nie mam doniczek, za to balkon - małe skrzyneczki z ziołami wszelkiej maści. I obowiązkowo doniczka z szałwią, której niestety nie mam okazji wykorzystać, bo mój sznaucer dożywia się nałogowo skubiąc listki. A tego czego nie mam na balkonie, to moja teściowa ma w ogródku. Właśnie przyniosłam sobie od Niej zapas oregano i estragonu, ususzę i nie będę skazana na "zioła" w torebkach ze sklepu.
Ja mam na parapecie oregano, bazylię i tymianek. A na tarasie mnóstwo mięty (pieprzowa, jabłkowa i anansowa), rozmaryn, tymianek i lawendę, zamiast ozdobnych kwiatków. Ta ostatnia skutecznie odstrasza wszelkie latające paskudztwa. Co roku taras na II piętrze małego bloku zamieniam w zielnik. Kiedy roślinki są już spore, świetnie robi im przycinanie. Bo im więcej je przycinamy, tym więcej nowych pędów wypuszczają. Lawenda, po zebraniu kwiatów, nowe kwitnące ma już po tygodniu - i tak od czerwca, aż do września. Zbiorów kwiecia jest przynajmniej 4 z każdej roślinki. Na tarasach słonecznych doskonale hoduje się też listek laurowy, w ubiegłym roku rozrósł mi się do krzaczka ok. 50 cm wysokości, z sadzonki 20 cm wysokiej, niestety w tym roku nie mogę go nigdzie kupić. Ubiegłoroczny zasuszyłam, bo za późno przeniosłam do domu i zmarniał, niestety.
W moim domu zioła na tarasie to przymus- całkiem miły- nie powiem, jest już rozmaryn, kopere, bazylia,estragon, pietruszka a nawet rzodkiewki :) brakuje mi tylko ubóstwianej przeze mnie miety pieprzowej ale to kwestia czasu.
Słyszałam, że bardzo łatwa w hodowli balkonowej jest też rukola. Nasiona można kupić w sklepie ogrodniczym - to już sprawdzałam. A że uwielbiam jej smak, zaryzykuję "domowy chów" - zobaczymy, jaki będzie efekt. Podzielę się wrażeniami:)
Mam na balkonie bazylię, tymianek, oregano, kolendrę... Roślinki mają już ok. 10 cm wysokości, rosną w wielkich donicach, mam nadzieję na własne, świeże zioła aż do późnej jesieni. Najbardziej cieszę się z kolendry, bo rośnie mi jak szalona, a nie zawsze jest w sklepie.
Od zawsze lubie mieć zioła pod ręką,oczywiście zimą jest większy z tym problem, ale moje zioła rosną przy domowym ogrodzie.
Nadmiar ziół susze i mroże na zimę. Ale czasem dla przypomnienia prawdziwego ich smaku i zapachu kupuje w supermarketach zioła w doniczkach. Nie ma to jak potrawa doprawiona świeżym ziółkiem.
Od dwóch lat mam rozmaryn na parapecie kuchennym. Zawsze dodaję do pieczonego kurczaka. Wspaniale podnosi jego smak. Zioła jednoroczne trzymam tylko w sezonie letnim i to nie na parapecie, ale na balkonie.
Jeśli chodzi o zioła z supermarketu, to czytałam gdzieś, że one są hodowane w tzw. uprawie hydroponicznej - dlatego potem w domu padają. Wystarczy więc trzymac sklepową doniczkę np. w miseczce z wodą i dużo podlewac, wytrzymają znacznie dłużej. A do balkonowej skrzynki kupuję zioła z rozsady w sklepie ogrodniczym, do siania nie mam cierpliwości. Tymianek i rozmaryn nawet mi zimują:)
Zawsze jak kupuje zioła w doniczce np. z marketu padają mi po kilku dniach. Ale odrywam od nich tzw. odnóżki i kiedy wypuszczą korzonki wkladam do ziemi. Tym sposobem udało mi się wyhodowac ładną bazylię.
ja jeszcze nie próbowałam sadzić ziółek, ale w tym roku już kupiłam nasionka i może coś fajnego wyrośnie. Mam tylko problem z miętą bo nigdzie jej nie mogę kupić
Kilka dni temu na moim parapecie stanęły doniczki z ziołami. Teraz czekam aż się zazielenią. Żałuję, że nie zrobiłam tego wczesniej, świeże zioła przydałyby się do świątecznych potraw.
to się stało bardzo modne ostatnio. Przydatne - to fakt, bo świerzych przypraw takich jak bazytia nic nie zastąpi. Ale moda, modą, moja znajoma hoduje na parapecie plastikowe zioła xD Szczerze powiem, że są świetne - sama się nabrałam :)
hmm co to jest pikowanie ? wszyscy o tym mowia a ja nie wiem co to znaczy i jeszcze jedno regularne podlewanie to znaczy co ile co 2dni czy codziennie?
[Grzegorz: pikowanie to rozsadzenie roślin, by miały więcej miejsca, robi się to, kiedy są już większe. Jeśli chodzi o podlewanie, to należy to czynić tak często, by roślinki miały zawsze wilgoć - lepiej częściej i mniej, np. raz dziennie]
Zdecydowanie polecam hodowanie roślinki kupionej w supermarkecie. Jest niedroga i wymaga o niebo mniej zachodu niż własnoręczne sianie, pikowanie (nie wszyscy mają na to czas i nie wszyscy to lubią). Przy bazylii trzeba pamiętać o wystarczającej ilości światła - jasny parapet to jest to :-)
W przypadku bazyli zawsze czekam aż sobie trochę podrośnie, gdyż rozsadzić ją można kiedy ma więcej niż 2 listki i nie jest już taka delikatna. Obecnie (przy drugiej uprawie) nie rozsadzałam jej tylko posiałam w jednej skrzynce wraz z tymiankiem - pół na pół. Z uwagi na to że korzystam z niej prawie codziennie roślinki nie są wysokie ok. 10 cm, trzeba tylko umiejętnie prowadzić je obrywając listki, które są największe, ale nie uszkadzając pędów bocznych, bo kiedy te dorosną można urwać główny szczytowy i mieć niższe roślinki. Poprzedniego lata rozsadzona bazylia miała u mnie ok. 45 cm i miałam z nią nielada problem, bo gdzież to takie duże i lubiące światło trzymać :) Polecam posiadanie własnych upraw. Zwykle kupuję nasiona w marketach i ładnie rosną ;)
Tiramisu, ja też miałam obawy co do bazylii, ale wyczytałam, że ona potrzebuje do kiełkowania do trzech tygodni. U mnie czekała dwa i pół, a potem wykiełkowała aż miło. Stała na parapecie w cieniu i była tylko regularnie podlewana. Teraz właśnie muszę zabrać się do pikowania.
Posiałam bazylię. Z całej paczki wzeszło mi może 5 bardzo rachitycznych roslinek, nie mam pojecia jak to malenstwo ( 2 listeczki na baaardzo cieniutkiej łodyżce )mam pikować. Może ktoś mi poradzi, co zrobić aby bazylia wzeszła.
A czy mogę zasiać ziółka w październiku? I co to jest właściwie pikowanie?
carrie | 5.05.2003 06:35
ja mam i rosnie !!
to jest świetny pomysł..jak potrzebujesz do przepisu np łyżke pociętej bazylii to nie musisz leciec do sklepu ..po cały pęczek który i tak sie potem zeschnie..tylko ucinasz trosze i juz gotowe..a wiele wysiłku nie trzeba..wystarczy czasem podlać !
Pomysł na sadzenie ziółek jak najbardziej w porządku. Ja przypomniałabym tutaj o starych weterankach: cebuli i pietruszce. Po wsadzeniu do skrzynki po kilka sztuk miękko przjdziemy z zimy do wiosny....
Zawsze się zastanawiałam, czy warto hodować swoją "zieleninę" na oknie. Teraz w końcu przynajmniej wiem jak to sie robi, choć nie wygląda to bardzo trywialnie - najbardziej nie znoszę pikowania, ale wiedza bardzo przednia. Dziękuję.