Garnek rzymski - sposób na pyszne i zdrowsze pieczenie mięsa i warzyw

Grzegorz, Mniammniam.pl Grzegorz, Mniammniam.pl | 2010-02-09 |    ranking ranking ranking ranking ranking    opinia 9   like 9

Nie wiem, czy to będzie dobry artykuł. Jestem szalenie rozkojarzony, kiedy zaczynam pisać. Może więc lepiej nie czytaj dalej i od razu przejdź do przepisów, to właśnie za ich sprawą moje myśli latają tu i ówdzie.

Z kuchni bowiem dochodzą aromaty pieczonego mięsa i doprawdy nie mogę się skoncentrować. Zapach jest bowiem obezwładniający - miesza się w nim mnóstwo bardzo "gęstych" nut - przypieczonej nad ogniem cebuli, upieczonego czosnku, kilku rodzajów mięs dojrzewających długo pod przykryciem w niezbyt wysokiej temperaturze. Co ważne, to wszystko tak pachnie cudnie, chociaż do przygotowania nie użyłem odrobiny tłuszczu. Właśnie testuję mój nowy nabytek - garnek rzymski i po kilku razach jestem nim coraz bardziej zachwycony. A, że jest zima, śnieg trzyma, mróz nie puszcza, to do garnka wkładam mięs rodzajów kilka...


Garnek rzymski w sklepie MniamMniam.pl


Z pewną taką nieśmiałością podchodziłem do tego naczynia. Zmasowany atak reklam, któremu jesteśmy poddawani każdego dnia z wszystkich stron każe bowiem być czujnym wobec każdej "rewelacyjnej" nowości przecież. Większość z tych koniecznie nam potrzebnych przedmiotów, które zmienią/ulepszą/zrewolucjonizują nasze życie i oszczędzą mnóstwo czasu to pierwszej wody ściema i najnormalniejsze wciskanie kitu. Tak więc do garnka rzymskiego podchodziłem jak do nastroszonego jeża (a garnek podarowałami mi Karolina, dzięki której zacząłem baczniejszą uwagę zwracać na to i owo w celu pewnej redukcji, ale o tym za jakiś czas). Ale każdy jeż w końcu zwija się w kulkę i da się pogłaskać.

Garnka nie głaskałem, przeczytałem natomiast instrukcję. Do jego użycia przekonało mnie kilka rzeczy: po pierwsze to, że ów garnek wcale nie oszczędza czasu, a wręcz przeciwnie, przygotowanie w nim potraw wymaga więcej czasu i odrobiny zachodu (naczynie przed pieczeniem trzeba wymoczyć w wodzie przez kilkanaście minut, trzeba się z nim delikatnie obchodzić, nie można go myć detergentami i w ogóle jest delikatny). Po drugie: po dłuższym używaniu zmienia kolor, a po około 100 pieczeniach trzeba go dodatkowo wygrzać. Po trzecie: można w nim piec bez użycia tłuszczu. Czyż to nie zachęcające? Dzięki takim właśnie naczyniom możemy celebrować gotowanie, dając odpoczywać wszelkim robotom, mikrofalówkom, ołenom i innym super ultra szybkim maszynom. Bo długie gotowanie i pieczenie to jest proces, który wydobywa z mięsa, ryb i warzyw to co najlepsze: głęboki smak i delikatną strukturę. A jeśli zrobimy to w zamkniętym naczyniu, bez dodatku tłuszczu (no, może jednak z minimalnym dodatkiem dla smaku i zdrowia, w końcu w tłuszczach rozpuszczają się witaminy) to otrzymamy danie nie tylko smaczne, ale zdrowe i pożywne. Co przecież nie jest nieważne. A co jest ważne? A ów tłuszcz, którego możemy wcale nie używać (chociaż się przyznam bez bicia, bez odrobinki oliwy, czy masła ghee raz na jakiś czas jednak nie umiem wyobrazić sobie życia).

W garnku można przyrządzać przede wszystkim mięso, ryby, warzywa. Możemy upiec chleb i zapiec zapiekankę. W zasadzie to jest takie żaroodporne naczynie, z tym, że "oddychające" - podczas pieczenia ze ścianek garnka wydobywa się para wodna, która sprawia, że zawartość po częście się w nie gotuje. Bo potrawy w nim przygotowane w odróżnieniu od zwykłych zamykanych garnków czy brytfann tudzież gęsiarek są subtelniejsze.

Przygotowałem kilka potraw według przepisów załączonych do instrukcji. I powiem Ci, że były bardzo w porządku. Potem wyrzuciłem instrukcję i zacząłem eksperymentować, pamiętając jednak o ogólnych zasadach używania garnka (moczeniu, zimnym piekarniku, etc.). A, że zima jest, mróz trzyma, mróz nie puszcza, do garnka wkładałem przede wszystkim mięs rodzajów wiele...
Lubię smak pieczonego mięsa z chrupką skórką i soczystym wnętrzem (nie znam chyba nikogo, kto nie lubi), tak więc mięso przed włożeniem do garnka opalałem palnikiem lub przysmażałem na suchej, teflonowej patelni. Opalanie okazało się zabiegiem dającym intensywniejszy aromat, a smażenie na suchej patelni dało więcej dymu. Ostateczny efekt jest bardzo podobny, jednak ze wskazaniem na palnik.

Ultrasoczyste kawałki, hiperdietetyczne otrzymałem zaś blanszując wcześniej mięso w bulionie lub wrzątku przez 2-3 minuty. A bez względu na sposób wstępnej obróbki każdy kawałek wcześniej wymoczyłem w solance lub zostawiłem nasolony przez kilka godzin.

Do garnka można wkładać wszystkie rodzaje mięsa. Doprawimy je nie tylko solą i pieprzem, ale także innymi przyprawami. Słowiański smak uzyskamy za pomocą ziaren jałowca, ziela angielskiego, liści laurowych, kminku, cebuli i czosnku. Smak śródziemiomorza to tymianek, oregano, bazylia i rozmaryn. W klimat dalekowschodni zabiorą nas kolendra, chilli, anyż, goździki, imbir. Smak Gangesu poczujemy używając garam masali, kozieradki, kurkumy, cynamonu i asafetydy. Przypraw dodamy nieco więcej niż do mięsa pieczonego w piekarniku bez przykrycia, bowiem z powodu nie dodawania tłuszczu oraz technologii przygotowania w garnku, ich smak i aromat będzie nieco mniej intensywny.

Producent garnka w swoich przepisach zaleca piec mięso w temperaturze od 200 do nawet 300 stopni. Ja nie lubię takich temperatur. Wolę jakieś 160, maksymalnie 180 stopni przy półtora lub nawet dwukrotnie dłuższym czasie pieczenia. Mięso pieczone dłużej, w niższej temperaturze jest dużo delikatniejsze i bardziej soczyste. Jako, że czas pieczenia jest dużo dłuższy, do garnka wlewam trochę wody, bo wilgoci w ściankach przy takim sposobie może nie wystarczyć. Polecam takie właśnie takie temperatury i czasy pieczenia w garnku rzymski, bo efekty są doprawdy zachwycające i nie jest to kiciarski slogan reklamowy, ale prawdziwa, smakowita prawda.

Uff, czas pieczenia dobiegł końca. Jeszcze kilka minut dłużej, a resztki skoncentrowanych myśli uleciałby hen, hen daleczko z aromatem żeberek, karkówki i golonki (przecież zima jest i mróz trzyma, więc można pozwolić sobie na mały kawałeczek). Może to składne nie jest za bardzo, co napisałem (trudno, doprawdy trudno trzymać myśli na wodzy, kiedy nozdrza atakują zapachy dochodzące z piekarnika), niemniej jednak mam nadzieję, że skorzystasz z moich rad i upieczesz coś w rzymskim garnku, który wcale NIE zaoszczędzi Ci czasu, a nawet przeciwnie. Ale efekt jest tego wart!

Kliknij tutaj, by zobaczyć przepisy z użyciem garnka rzymskiego.

A tutaj kliknij, by kupić garnek rzymski w mniamowym sklepie.

Komentarze są zamieszczane zgodnie z zasadami ich publikacji.